Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WESELE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WESELE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2015

Nasze pierwsze kroki...

Ufff...
Minęło trochę czasu od ostatniego postu, ale jestem. Wróciłam :).
Udało nam się załatwić kilka spraw związanych ze ślubem...
...przede wszystkim ustaliliśmy datę ślubu :D :D :D :D wybraliśmy wrzesień 2016 r., a dokładnie wybraliśmy PIĄTEK głównie ze względu na koszty. Na samej sali jest to oszczędność 20 zł na osobie/talerzyku czyli przy 80/85 osobach zaoszczędzimy 1600-1700 zł. Liczymy też na jakiś rabat u zespołu czy kamerzysty. Było troszkę wątpliwości co do piątku, przede wszystkim dlatego, że co najmniej 1/3 gości będzie spoza naszego miasta - będą mieli do pokonania około 120 km, a może być taka sytuacja, że nie każdy bez problemu dostanie wolne. Ostatecznie po małym wywiadzie wśród rodziny i znajomych postanowiliśmy zaryzykować :P
Tak więc salę mamy (zarezerwowaliśmy termin i podpisaliśmy umowę). Sala jest taka jak nam się marzyła - DWÓR HULANKA. Ma niepowtarzalny staropolski klimat, świetną lokalizację - na obrzeżach miasta w otoczeniu lasu oraz w ofercie są nietuzinkowe atrakcje, które na pewno wyróżnią nasze wesele na tle innych wesel (wśród znajomych czy rodziny). Na powitanie pary młodej jest rozwinięty przed salą czerwony dywan, młodych wita menager przebrany za Pana Twardowskiego, szampana kelner otwiera poprzez odcięcie szablą szyjki butelki, a nim wszyscy wejdą do środka młodzi muszą przepiłować pieniek brzozowy. Do tego, dania są wnoszone gęsiego przez kelnerów - dzięki czemu wszystkim podawane są w tym samym czasie, a po zmroku na zewnątrz zapalane są ogniska.
Foto: http://www.karczmarzym.com.pl/index.php?page=nowy-gmach-karczmy

Foto: http://www.karczmarzym.com.pl/index.php?page=nowy-gmach-karczmy

Foto: http://www.karczmarzym.com.pl/index.php?page=nowy-gmach-karczmy


Foto:  http://dreamstudiobydgoszcz.blogspot.com/2014/01/ceremonia-i-wesele-w-dworze-hulanka.html


Jeśli ktoś ma ochotę na większą ilość zdjęć "mojej" przepięknej sali to zapraszam na:



 Z podpisywaniem umowy z salą nie było co czekać, w połowie grudnia na drzwiach otwartych Dworu Hulanka dowiedzieliśmy się, że już są wstępnie zarezerwowane dwie pierwsze soboty września, więc trzeba było szybko się decydować i rezerwować termin. Oglądaliśmy jeszcze inne sale, ale żadna nas nie urzekła na tyle, żeby zrezygnować z Hulanki. Magnolia z Kruszynie koło Bydgoszczy była zbyt biała, stylizowana na motyw pałacowy - kryształkowe żyrandole, lustra na ścianach w złotych ramach, do tego była powiększana, a raczej wydłużana co uznaliśmy za niezbyt trafne posunięcie. Przeraziły nas też dwa rzędy filarów i brak łazienek w pokojach gościnnych. Bardzo ładna i w świetnym folkowym  klimacie była Kummerówka - Karczma Kujawska w Myślęcinku - niestety zbyt mała, podobnie jak Dwór Pan Tadeusz w Osielsku u którego minusem było wdrapywanie się na pierwsze piętro. Jak dla mnie najpoważniejszym "rywalem" Hulanki był Czarny Koń (w Żołędowie). Bardzo urokliwe miejsce, takie w stylu wiejskim (z końmi na padoku czy jak to się mówi na wybieg dla koni), ale dla mojego narzeczonego zbyt wiejskim. I tak został Dwór Hulanka.

W następnym kroku chcieliśmy znaleźć zespół, niestety do dziś nam się to nie udało. Niedawno spotkaliśmy się z jednym fotografem, z którym zdecydowaliśmy się podpisać umowę oraz kamerzystą nad którym jeszcze się zastanawiamy. Zarezerwowaliśmy też termin w kościele u proboszcza mojej parafii - następna wizyta za rok.

Póki co to tyle z przygotowań. W następnym wpisie opiszę przygotowania od strony praktycznej/formalnej czyli trochę o umowach, na co zwracać uwagę w trakcie rozmów z "salami", zespołami, kamerzystami i fotografami, w kolejnym pokaże Wam mój harmonogram i exelowy kosztorys :P

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Po co nam ślub?

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy śluby wróciły do łask, pamiętam jeszcze jak byłam nastolatką był wówczas taki czas, że młodzi buntowali się przeciw zawieraniu małżeństwa. Modne było życie na tzw. kocią łapę. Obecnie wiele z tych osób (starsze rodzeństwo moich koleżanek, dzieci znajomych rodziców itd) po kilku latach życia, w bądź co bądź konkubinacie decyduje się na ślub i wesele. Zastanawiam się co nimi kieruje? Czy po latach dojrzali do tego aby przysiąc sobie, że nie opuszczą się wzajemnie aż do śmierci? Czy może ulegli modzie i po prostu chcieli mieć wesele z prawdziwego zdarzenia? Bo jakby nie patrzeć wesela są w modzie, jest teraz tyle pomysłów na urządzenie nietuzinkowego wesela, że dawno odeszliśmy od sztampowych wesel jakie mieli nasi rodzice. Myślę też, że w wielu kobietach (podejrzewam, że w większości) jest taka chęć poczucia się chociaż raz w życiu wyjątkowo, być tą najważniejszą, iść w białej sukni do ołtarza pod ramię z ukochanym mężczyzną. Śmiało mogę napisać, że każda z nas chce być choć raz księżniczką. Niekoniecznie taką księżniczką jak jest powszechnie przyjęte, w szerokiej gorsetowej sukni typu princeska z diademem na głowie. Chodzi mi bardziej o takie poczucie wyjątkowości, bo czy dziewczyna która zdecydowała się na krótką, skromną sukienkę i wianek na głowie nie będzie czuła się tego dnia właśnie jak księżniczka? A nawet powiedziałabym królowa nocy?
Wiele osób w dalszym ciągu uważa, że ślub nie jest im do niczego potrzebny, że to tylko "papierek", że rozwieść i tak się można, a słowa "nie opuszczę Cię, aż do śmierci" nic nie znaczą. Uważam, że to czym jest małżeństwo zależy od nas samych, że ludzie którzy tak mówią (oraz ludzie którzy wychodzą za mąż/żenią się pochopnie, bez głębszych przemyśleń) są ludźmi małej wiary, ludźmi którzy lubią łatwe i wygodne życie. Składając przysięgę małżeńską - obojętnie czy w kościele czy w Urzędzie Stanu Cywilnego, przyrzekamy sobie nawzajem, nie urzędnikowi, nie księdzu, nie mamie i tacie tylko sobie. W tym momencie musimy głęboko wierzyć w słowa które wypowiadamy. Musimy kochać tą drugą osobę i być gotowym pójść za nią w ogień. Musimy mieć świadomość, że wiązanie się z kimś na całe życie to jeden wielki kompromis. Nie da się żyć z drugim człowiekiem bez kompromisów, bez (często) chowania dumy do kieszeni, bez ustępstw, Dlaczego tak wiele małżeństw kończy się rozwodami? Bo ludzie chcą żyć wygodnie. Nie chce im się wkładać wysiłku w budowanie trwałego związku, nie chcą ustąpić partnerowi - wolą go zmienić na innego i szukają tak długo aż trafią na osobę która albo nie ma własnego zdania albo jest mało asertywną, skłonną we wszystkim się zgodzić osobą (a takich nie ma wcale dużo). Drugim powodem jest pobieranie się gdy nie zna się zbyt dobrze partnera/rki. Minęły czasy kiedy w wieku 20 czy 23 lat trzeba było wychodzić za mąż za pierwszego lepszego który się napatoczył, albo dlatego, że jest "dobrą partią". Nim podejmie się decyzję o ślubie trzeba odbyć pewien staż związku chociażby po to, że ludzie w młodym wieku jeszcze cały czas kształtują swój charakter, zmieniamy się pod wpływem otoczenia które w tym czasie często ulega zmianom (liceum, studia, nowi znajomi, wakacje, staże, praca dorywcza i w końcu stała praca - mnóstwo różnych środowisk). Poza tym wiem sama po sobie, że pierwsze miesiące związku to jest takie zauroczenie, ma się te tzw. różowe okulary i wielu rzeczy się nie widzi. Nie mieszkając z daną osobą, nie żyjąc z nią na co dzień nie widzimy też jak ta osoba zachowuje się w zwyczajnych chociażby domowych sytuacjach, musi minąć jakiś czas żeby zauważyć pewne rzeczy. Ja dopiero po 3/4 latach przestałam sprzątać na błysk pokój i mieszkanie tuż przed przyjściem mojego M. Teraz już się nie przejmuję, że mam niepoukładane do szafy rzeczy, czy porozrzucane książki na stole. Tak jest z wieloma rzeczami zawsze chcemy przed tą drugą osobą wypaść jak najlepiej - przynajmniej na początku, co nie jest do końca wiarygodne w stosunku do tego jak nasze życie wygląda na co dzień.
Małżeństwo straciło na znaczeniu przez nas samych, potencjalnych małżonków. My sami dokonujemy wyboru jak nasze życie ma wyglądać, co jest dla nas ważne a co nie, w co wierzymy i do czego dążymy. Ludzie którzy mówią, że małżeństwo to tylko papierek tak naprawdę boją się powagi małżeństwa. Powtarzają ślepo utarte frazesy na temat wolności, partnerstwa, że małżeństwo nic nie znaczy bo można się rozwieść (jeśli zawarliśmy ślub kościelny to nie możemy się rozwieść). Jeszcze śmieszniejsze jest dla mnie mówienie, nie ożenię się bo szkoda mi tyle pieniędzy na jedną noc. Ludzie nie rozróżniają ślubu i wesela a przecież nie trzeba wcale robić wesela albo hucznego wesela. Poza tym ludzie na wyprawienie urodzin wydają często krocie, na wycieczki w dalekie kraje i na różne inne rzeczy którymi cieszą się przez bardzo krótki okres czasu. Skoro mogę wydać 5 tys na wyprawienie urodzin w knajpie albo 10 tys na tygodniową wycieczkę to równie dobrze mogę wydać na wesele. Oczywiście jeśli to jest moim marzeniem. Kiedyś sama nie widziałam sensu w wydawaniu tylu pieniędzy na wesele (chociaż z czasem zmieniłam zadanie :P), ale zawsze chciałam mieć męża. Odnośnie wesela: są rzeczy na których nie chcę oszczędzać - jak sala, a są na których mi tak nie zależy np. wynajem samochodu, dekoracje w kościele, super zaproszenia itd. Oszczędności można szukać wszędzie, jeśli tylko ma się czas i chęci. To nie jest wyrzucenie pieniędzy w jedną noc. To jest cena za marzenia które planuje się dużo dłużej i które zostają w nas samych do końca życia. Zostają też w sercach i głowach naszej rodziny i znajomych, a dla sklerotyków na zdjęciach i filmach. Poza tym w zależności od kosztów wesela i majętności gości, wesela w części się zwracają. Czytałam kiedyś bloga dziewczyny która wiele rzeczy na bieżąco opłacała, a w dniu wesela miała tylko 6 tys. zł odłożone (sala z alkoholem i tortem kosztowała chyba 15 tys. ale nie wiem ile wcześniej zaliczki miała wpłacone) - można? Można. Chcieć to móc. Ale tak jak pisałam wyżej, nie każdy chce mieć wesele, więc wcale nie musi go wyprawiać - na pewno nie po to, żeby ciocia X i wujek Y nie gadali.
Można zrobić skromy ślub i poczęstunek dla rodziców, dziadków i świadków. Może mam starodawne poglądy ale powtarzając za moją babcią "rodzina to podstawowa komórka społeczna". Jeśli wierzymy w słowa wypowiedziane podczas przysięgi to mają one moc i tak powinno być. Przy każdej poważniejszej kłótni, czy w różnych trudnych sytuacjach, ta obrączka powinna nam przypominać o tym dlaczego wyszliśmy za mąż za tego człowieka, ile on dla nas znaczy. Powinna nam również przypominać o tym, że jesteśmy związani na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, więc musimy znaleźć rozwiązanie, musimy porozmawiać, iść na kompromis dołożyć wszelkich starań by utrzymać ten związek. Bo przysięga właśnie do tego zobowiązuje.